Noc 5: Haszaszyni


joint1

Sylwestrowy joint w Tinghir

Haszysz, marokańska atrakcja turystyczna numer jeden. Dostaniesz go wszędzie i niemal od każdego. Wszyscy palą, miejscowi i przyjezdni. Biznes się kręci. Choć to nielegalny proceder, policja jakoś nie specjalnie się tym przejmuje. Ten kraj to jedna wielka dilernia. Nic w sumie dziwnego, jeden z najlepszych gatunków narkotyku, jaki można dostać na całym świecie.

Z samą nazwą wiąże się ciekawa historia. Islam szybko zaczął się rozwarstwiać, powstawały nowe grupy i podgrupy, nic nadzwyczajnego, standardowy bieg wydarzeń. Podbój sąsiednich państw trwał w najlepsze. W tym procesie ukształtowała się pewna ciekawa organizacja – Haszaszyni. Związek z narkotykiem jest pozorny. Nie był to zbiór ludzi palących jointy, a płatni mordercy. Kto zapłacił więcej mógł korzystać z ich specyficznych usług. Mało chwalebna praca, stąd ta pogardliwa nazwa. Stworzyli tak zorganizowaną siatkę morderców, że sami potrafili obalać kalifaty. Pretendenci do tronu korzystali z ich usług w walce o władze. Jak nie grasz, to nie wygrasz.

joint3

Gordons z Hiszpani…

Jeżdżąc po północnej części kraju, haszyszowym zagłębiu, spotkać można dzisiejszych haszaszynów. Dobrze zorganizowaną grupę dealerów. Jedziesz sobie spokojnie autkiem na wycieczkę, oglądasz się w lusterko, a za tobą już mknie czarny Volkswagen golf. Wąska droga, wyprzedza na drugiego, trzeciego, by tylko Cię doścignąć. Lokalne „synki” szybko zwęszą potencjalnego dobrego klienta. Wskakują do samochodu i rura. Rozpoczyna się dialog. Dwa pasy dwa samochody jadące obok siebie, czasem jedzie pojazd z naprzeciwka. Dialog się urywa. Trzeba zjechać z pasa, choć nie zawsze się to dzieje. O wypadek w takich sytuacjach nie trudno, ale oni sobie jakoś z tym radzą. Maroko, tu zasady ruchu drogowego nie obowiązują.

joint2

Szczęśliwego Nowego Roku !!!

Dealowanie, to chyba jedyny godziwy sposób na utrzymanie się. Dla mnie przednia atrakcja, przynajmniej przez chwilę. Oni nie przyjmują „Nie” za odpowiedz, i mogą za tobą godzinami jeździć, aż w końcu coś kupisz. I to powoli robi się niebezpieczne. Zajeżdżanie drogi, wyprzedzanie i hamowanie. Muzułmańskich sprzedawców także nie jest łatwo spławić. Pierwsi podjeżdżali i pokazywali malutkie zawiniątko. Nie podziałało? Szybko się uczą skurczybyki. Wyciągnęli kilku kilogramową „cegłę” żywicy i wystawili przez szybę… i jak tu się nie uśmiechnąć?

Ci i tamci, raczej nie cieszyli się zbytnio wysokim statusem społecznym, ale obie grupy trochę się obłowiły, dostarczając „ciekawej” rozrywki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s