Noc 29: Bez celu


POLSKA

Nigdzie…

Wsiąść i pojechać gdzieś, najlepiej jeszcze, żeby nigdy do tego „gdzieś” nie dojechać. By jechać w nieskończoność, by kolejne znaki z nazwą miejsca i ilością kilometrów się nie zmieniały, by liczba umieszczona obok nazwy miasta rosła zamiast maleć. Cudownie jest gdzieś jechać i pragnąc tam nigdy nie dojechać. Długo, męcząco, ale można wyzierać za szybę autokaru czy pociągu, najlepiej jeszcze gdzieś na pustkowiu, bez życia.

DahlaLayunne, dwa główne miasta Sahary Zachodniej i podróż trwająca wieczność. Bardziej pusto już chyba być nie może. Jedna droga, po prawej wszechmiar pustyni, po lewej na zmianę Ocean i piasek, kiedy wjedzie się wgłąb nieistniejącego na mapach kraju. Gdzie nigdzie nie znajdziesz wywieszonej flagi narodowej, bo za to spotka cię kara. Gdzie mieszkańcy, podobnie jak Ci marokańscy nie do końca utożsamiać się chcą z kulturą Islamu, bo nie są Arabami. Młodzi się powoli buntują przeciw temu co im zostało kiedyś narzucone, starych się nie zmieni. Kraj, którego nie ma, gdzie wspaniały marokański król tworzy sztuczne osady wzdłóż głównej i jedynej drogi, by coraz to bardziej przejmować to co już zajęli jego poprzednicy. Dziennikarzy nie wpuszcza się z uśmiechem na twarzach, a wszystkich turystów kontroluje się na dziesiątą stronę co kilkadziesiąt kilometrów.

01

Nic…

Kontrole skutecznie wydłużają długą podróż. Kontrole i przystanki na modlitwe oraz posiłki no i kawkę. Taki trochę stan zawieszenia pośrodku niczego. Byle tylko jechać i myśleć o niczym. Wolno, jak najwolniej się przemieszczać. Chyba wtedy pierwszy raz tak naprawdę i świadomie niechciałem dojechać do punktu docelowego. Mógłbym siedzieć w tamtym autokarze w nieskończoność. Z całego serca nie chciałem nigdzie dojechac. Czemu? Nie wiem, dobrze mi po prostu było w takim stanie gdzieś pomiędzy.

02

szynk…

Co jakiś czas się zatrzymywało w jadłodajniowej budzie z obcymi ci ludzmi, w drodze stawali się twoją rodziną, na chwilę każdy opiekował się każdym. Kelner podawał kawę i awokadowe soki, jakiś kawałek mięsa, czy drożczówkę zza szybki na wystawie. Przyjeżdzał autobus, wysiadła klientela i miejsce odrzywało na chwilę. Potem znowu nic, aż do następnego pojazdu. W takich miejscach też można siedzieć godzinami i patrzeć na spowolniały świat wokół. Cudowna bezczynność. My jedziemy dalej, oni zamierają.

03

cudowność…

Im bliżej miejsca tym coraz gorzej. Świadomość, że za kilkanaście kilometrów się to skończy zasmucała. Niestety musieliśmy dojechać. Pocieszeniem była myśl, że za jakiś czas znowu wsiądę do kolejnego autokaru. Mimo, że to najgorszy środek transportu z możliwych to i tak dalej fascynujący. Można siedzieć i gdzieś jechać. Kocham ten stan.

Reklamy

5 thoughts on “Noc 29: Bez celu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s