Noc 33: Kocham moje życie


1656202_10203602565774033_477858173_n

Sidi Ifni

Poranki:

Codzienna poranna kawka w tej samej knajpce z tą samą panią kelnerką, która po jakimś czasie sama wie co ma przynieść, a na skraju spodeczka położy jeszcze ciasteczko, tak od siebie, by Ci się weselej zrobiło. Zamienisz kilka słów w obcym języku, wymienisz się uśmiechami i już dzień zaczyna się cudownie. Takie poranki w marokańskim Sidi Ifni przy espresso.

154389_10200090592896906_2134076226_n

Mój boliwijski domek…

Świeżo palona kawa, chlebek prosto z pieca, co dopiero zerwane owoce i dżem domowej roboty, aż chce się wstawać choćby dlatego by kosztować takich delicyji każdego kolejnego dnia. W Boliwii także można wspaniale budzić się do życia.

Francuskie tosty na walijskiej wsi w przydomowym betonowym ogródku, kiedy słonko świeci cały poranek, do tego lampka czy dwie wina… siedzieć można w nieskończoność. Tak bez pośpiechu…

Popołudniem:

Cudze chwalicie, a własnego nie znacie. Popołudniowe chuśtanie się na metalowym koniku w krakowskim parku, obowiązkowa rundka na karuzeli. Potem zjeść trzeba krówkę i kasztanka w McDonaldzie by potem zjechać ze zjeżdżalni na którą bardzo ciężko jest się wdrapać, kiedy ma się prawie 30-tkę. Uśmiech z twarzy jednak nie schodzi mimo starczego wieku.

543955_10200490724259940_2132108527_n

W drodze do Iquitos…

Popołudniowe bujanie się na hamaku na peruwiańskiej czy brazylijskiej barce. Leniwie płynąca, choć strasznie hucząca maszyna i cudowności rozciągające się dookoła Ciebie. Wstaniesz, przejdziesz się na rufę, czy najwyższy pokład i oglądasz  piękno przyrody. Nie myślisz. Jesteś. A wszędzie serdeczni i otwarci ludzie chcący poznać przyjezdnego.

Wieczorem:

378705_2581285260731_1335495005_n

Ha Long…

Wieczór w knajpie w Wietnamie w dzień odzyskania niepodległości, kiedy zespół na twoją prośbę gra utwór z okazji twojego święta, a obcy ludzie podchodzą i gratulują, ściskają dłonie. Patriotyzm, nie ten „nadmuchany” czy patetyczny, ale „normalny”, kiedy czujesz się dobrze, że jesteś Polakiem. Polakiem na obczyznie.

Wieczór w Nowej Hucie, kiedy po prostu cieszysz się, że jesteś. Nieważne co robisz. Jesteś i się tym cieszysz. Nie narzekasz! Pijesz czaj i oglądasz swoją ulubioną Plebanię; nieustanną walkę dobra ze złem. Kiedy nic się nie dzieje, bo wcale się dziać nie musi. A do snu czytasz sobie bajki braci Grimm

1017412_10203323625360697_924991214_n

Sahara…

Kiedy zaraz pójdziesz spać bo już masz dość kilkudziesięciu kilometrów przemaszerowanych przez mauretańską Saharę. Podczas dnia umierając z gorąca, ale czekając aż znowu słońce wzejdzię, żeby przypadkiem nie zamarznąć pod gołym, mroznym niebem… Nie mogąc zasnąć czekasz na nowy zwykły- niezwykły dzień…Happy days.

Reklamy

2 thoughts on “Noc 33: Kocham moje życie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s