Noc 50: Słodycze


S/Y Fryderyk Chopin

S/Y Fryderyk Chopin

Piękny żaglowiec, cudowny bezmiar Oceanu, zwroty, ciągnięcie lin i brak lądu przez kilkanaście dni. Trochę raj, trochę przekleństwo. Pięknie bo coś takiego się w głowie nie mieści, przygoda życia na najpiękniejszym żaglowcu świata. Piekłem się staje, kiedy sobie uświadomimy, że to rzeczywistość, a nie sen. Problemy i nieudogodnienia jak w każdym innym miejscu, tylko, że tam na dodatek jest się całkowicie odciętym i jak czegoś brakuje, to nie da się tego kupić, załatwić… trzeba handlować, a ceny prozaicznych zdawałoby się rzeczy wzrastają do poziomów niebotycznych.

Yo Ho !!!

Yo Ho !!!

Limitowana woda, brak snu, kiedy bardzo buja albo trzeba wykonywać komendy kapitana, oficera, niewolnicza praca na i pod pokładem, lekcje i zamknięcie na kilkudziesięciu metrach kwadratowych przez kilka miesięcy. To jeszcze dało się jakoś znieść i przywyknąć do określonych warunków. Najgorszym, dla rozwydrzonej młodzieży, okazał się brak słodyczy, słodyczy w każdej postaci: małego batonika, czy choćby jajka i cukru na kogiel-mogiel. Zaczął się handel i hazard o głupi kawałek czekolady. Cudowny żaglowiec? Pierdzielić! Chcieliśmy kostki cukru…

Póki mieliśmy zapasy handel kwitł. Sklep „ U Żyda” często odwiedzaliśmy. Kolega sprzedawał batoniki Grześki. 300% przebicie, kolejki nie malały, aż do wyczerpania zasobów. Później kradło się z kuchni cukier. Cook się zorientował i trzymał go później pod kluczem. Handel umarł, nie było już niczego, narodził się hazard w kambuzie. Kucharz miał swoje zapasy i wykorzystywał to tak jak tylko mógł. Wieczorami urządzaliśmy sobie zebrania kółka karcianego. Godzinka, czasem dwie po zamknięciu kuchni w kilka osób grało się w Makao.

Wygrany zgarniał przeważnie dwie kostki czekolady, dwójka przegranych po 30 minut karnych robót w kuchni każdy. Kucharz, czasem bosman (dochodzili między sobą do porozumienia) mięli darmową siłę roboczą. My jednak musieliśmy grać. 2-3 tygodnie bez słodyczy to mission impossible. Głupia czekolada, a potrafiła tak ucieszyć, podobnie jak niespodzianki w postaci jabłek czy pomarańczy. Pracowało się sporo, ale wszystko było warte czegoś słodkiego, przynajmniej dla tych co grali, a zawsze ktoś grał.

Pyszna herbatka...

Pyszna herbatka…

Odcieńcie od słodyczy, czy czegokolwiek zbliżonego do cukru, powodował, że się cały czas o tym myślało. W Kilonii jak zeszliśmy do portu, pierwszy raz od Azorów, od razu udaliśmy się do cukierni, by uzupełnić cukier. Podobnie jest kiedy spędza się dwa tygodnie na Saharze i jedyne o czym się marzy przez cały dzień to szklaneczka przesłodzonej herbaty, czy później jak się dotrze do miasteczka – puszka coca-coli, której każdy wręcz łyk się kontempluje. Nic więcej, tylko coś słodkiego. Czy to na Oceanie, czy pustyni, zawsze chce się czegoś słodkiego. Cała reszta nie przeszkadza, wszelkie niedogodności ma się w dupie…

Czeka się na każdą kropelkę...

Czeka się na każdą kropelkę…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s