Noc 55: Miłość


From Laos with love

From Laos with love

Miłość. Zakochać się z wzajemnością i już nigdy nie zobaczyć tej drugiej osoby. Okropność. Spada ci jak z nieba w najmniej oczekiwanej chwili i miejscu i tak jak nagle się pojawiła, tak szybko gdzieś znika bez śladu. Chcesz ją odnaleźć za wszelką cenę, bawisz się w detektywa i śledczego. Zbierasz tropy, badasz ślady…i nic. Plujesz sobie w brodę, że nie zrobileś więcej zanim było już za późno, bo zajmowałeś się jakimiś pierdołami, bo zwykle byłeś kretynem. Coś pięknego szybko zniknęło, została historia.

Idioci

Idioci

Czekasz w Vientiane na busik do Vang Vieng na lekko obskurnym dworcu. W końcu nadjeżdża rozlatująca się limuzyna. Wsiadasz. Ty, jacyś lokalni mieszkańcy i trójka innych turystów: koreanka, koreańczyk i chińczyk. Ona przyjechała na wolontariat do Tajlandii by uczyć dzieci angielskiego, swojego krajana poznała kilka dni wstecz, a chińczyk to chińczyk. Jedziemy kilka godzin, dusimy się kurzem, pyłem, umierając z gorąca i sobie gaworzymy. Spotykasz kogoś, ale masz jakieś dziwne przeczucie, że nie jesteście sobie obcy. Dojechaliśmy na miejsce. Rozchodzimy się do swoich hotelików, ale obiecujemy sobie, że się spotkamy wieczorem na kolacji.

Niestety przyjechałem w tamto miejsce by popracować sobie w knajpie i to było priorytetem człowieka-kretyna. Pojawiła się możliwość pracy na farmach, ale trzeba było za nią płacić. Podziękowałem i poszedłem do knajpy.

Pięknie tam jest

Pięknie tam jest

Z azjatycką miłością nie rozstawaliśmy się ani na moment. Spacery przez palmowe gaje i gliniane wioseczki, knajpa i długie rozmowy o otaczającym nas świecie i jego tajemnicach. Bajka, cudowność czy jak by tego nie nazwać, to czuło się moc czegoś pięknego, a potem zmieniło się bar, jeździło się tuk-tukiem nad rzeczkę i się posrało. Odechciało się chodzić na wódeczkę po pracy…

Luang Prabang

Luang Prabang

Po kilku dniach zacząłem jej szukać. Znalazłem hotelik, gdzie mieszkała. Dowiedziałem się, że o mnie wypytywała, chodziła do knajpy, ale mnie w niej nie było, pytała o mój hotel. Scenariusz powtarzał się przez kilka dni. Nic. Wyjechała kilka godzin temu na północ. Znajomemu koreańczykowi, hotelowi nie zostawiła żadnego maila, telefonu. Dostałem tylko jej nazwisko. Kupiłem bilet na następny dzieć do Luang Prabang.

Azja :)

Azja 🙂

Jeszcze przed wyjazdem napsalem z milion maili na adres stanowiący wariacje jej imienia i nazwiska na gmaila, hotmaila i kilka innych. Rezultatów brak. Zakochanie spadło mi z nieba. Pojechałem je odnaleźć. Odwiedziłem dziesiątki hotelików, knajp i kurwa nic. Chodziłem i szukałem, szukałem i chodziłem…zniknęła mi. Pewnie jest gdzieś w Seulu choć couchsurfing i facebook milczał. Mnie została historia i wspomnienie, no i usmiech na twarzy na samo wspomnienie.  Kocham życie !

Advertisements

3 thoughts on “Noc 55: Miłość

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s