Noc 60: Nie-wolność (2)


Pustynna taksówka

Pustynna taksówka

Z Nouadhibou można pojechać w dwa miejsca. Do nadmorskiej Dhakli lub stolicy Sahary Zachodniej Layunne. W każdym z wypadków podróż trwa o długo za długo, ale z jednym, fascynującym elementem, którego się nigdy niezapomni. Granica Mauretańsko-Saharyjska to długi pas pola minowego przez, który trzeba przejechać, a znaków i wskazówek brak. Pomódl się do Boga zanim wyruszysz na wyboisty szlak.

Mauretańska codzienność

Mauretańska codzienność

Pakujesz okulary, ciuchy, telefony komórkowe i jedziesz dalej. Kolejny krok w stronę wymarzonej Europy. Strażnicy na granicy urządzili sobie własny folwark. Traktują Cię jak chcą, robią co im w duszy gra, a przybicie głupiej pieczątki może trwać i trwać. Lepiej się nie wychylać, no chyba, że chcesz dostać w mordę. No i dla turysty jest trochę inaczej, niż dla tego, który jedzie po „lepsze życie”.

Granica

Granica

Strefa wojny, czyli granica na pustyni. Kiedy przejedziesz już przez pole minowe, praktycznie każda taksówka mauretańska zatrzymywana jest przez policję. Ukraca się przemyt i sprawdza limity na konkretne towary. Siadasz w małej zakurzonej budce i się dziwisz, że ktoś za dużo herbaty przewozi czy innych konserw rybnych, że czasem łapóki są do zaakceptowania i jakiś pan major chętnie przyjmie pod stołem 4 kartony soków owocowych, a innym razem odmówi i każe ci czekać na granicy tak długo jak on to sobie tylko wymyśli. Granica przyjaźni to na pewno nie jest.

Cmentarz

Cmentarz

Najważniejszym nie jest tu jednak drobny przemyt, a handel samochodami. Mauretańczycy jeźdzą do sąsiadów po automobile i sprzedają u siebie z zyskiem. To samo czynią marokańczycy no i my, europejczycy. Głównie Hiszpanie, Francuzi i Portugalczycy, ale inne nacje, w tym polaków też uświadczysz. Biznes samochodowy się kręci, bo jest duży popyt u elit Mauretanii czy Mali. Piękne nowe i lśniące samochody muszą przejechać kilkukilometrowe pole minowe, gdzie nie ma nawet ubitej drogi, dziura na dziurze, a prędkość nie przekracza 10km/h.  Jeżeli tu się coś stanie takiemu cacku, to wiadomo, że ciężko będzie je sprzedać. Drogi nie planuje się zbudować, w sumie jak, skoro można się natchnąć na minę.

Tego jest duuuużo

Tego jest duuuużo

Sprawdza się papiery na 10-tą stronę, płaci w łapę i Bóg wie jeszcze co. Potem w jakiś cichych zakątkach przy granicy dochodzi do tranzakcji, tuż pod okiem policji. Jakoś trzeba sobie radzić. Jak papiery zostaną zakwestionowane samochody nie opuszczają pola między państwami, aż znajdą się nowe dokumenty, słowem to miejsce to istne cmentarzysko samochodów. Wyciąga się silniki, zostają szkielety, rdzewieją i powili umierają. A jeżeli się jest w Mauretanii to się od razu wie, że tym ludziom dużo do szczęścia nie jest potrzebne. Gruchota, do którego będziemy się bali wsiąść tam przyjmą z pocałowaniem ręki i Ci jeszcze całkiem godnie zapłacą. Kupuj taniej sprzedawaj drożej. Taki oto jest przygraniczny żywot. My jedziemy dalej, tu zaczyna się cywilizacja gdzie są drogi, restauracjie, hotele i wszystkie normalności, których nie uświadczymy w Mauretanii…

No to jazda !!

No to jazda !!

Reklamy

2 thoughts on “Noc 60: Nie-wolność (2)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s