Noc 61: Nie-wolność (3)


Ludzie pustyni

Ludzie pustyni

Jestem nauczycielem historii tak odpowiadam łamanym arabskim panom policjantom zatrzymującym samochody. Punkty kontrolne napotyka się co chwila, cóż Sahara Zachodnia to Maroko i nie-Maroko zarazem. Miejsce trochę podwyższonego ryzyka, ale  bardzo bezpieczne. Po całym dniu dojeżdżamy w końcu do ukochanej Dhakli, cudownej oazy na piaszczystym terenie, gdzie można zjeść pyszną rybkę, napić się kawki i miejsca dziesiątek cukierni. Wspaniałe, choć nie mające wiele do zaoferowania miejsce.

Widok z okna

Widok z okna

Hotel Piramida, no a jakby inaczej, i już wiem, że zostane tu co najmniej tydzień. Znajomy właściciel i rytuały: kawka ze szklaneczką wody, jakiś słodycz, świeża rybka, coś na kolacje, cukier z herbatą, drzemka, liga mistrzów i nielegalne piwo na dachu hotelu kosztujące fortunę zakupione w hotelu obok i zapakowane w czarną siatkę, pełna dyskrecja. Tak można sobie leniwie i przyjemnie żyć. Inni przyjechali tu za chlebem, do pracy. Odpoczywają rano, by pracować cały wieczór. Kulminacja wysiłku przypada na weekendy.

Plac zabaw

Plac zabaw

Słońce powoli zachodzi, robi się trochę chłodniej. Ryneczek powoli zapełnia się sprzedawcami. Każdy ma już swoje miejsce. Rozkładają jakieś płachty, a na nich starannie i z namaszczeniem układają swój dobytek. Wszystko musi się pięknie prezentować, liczy się każdy detal, co gdzie leży i obok czego. Reklama to podstawa. Plac się wypełnia, mieszkańcy schodzą się na wieczorne zakupy. Ktoś kupi telefon lub klapki, inna osoba zje popkorn i zaopatrzy się w przyprawy. Większość sprzedających to przyjezdni z południa. Słyszysz francuski wszędzie, arabskie dialekty gdzieś się pochowały.

Siadasz sobie przy stoliku, popijasz herbatkę i oglądasz spektakl. Gdzieś zobaczysz mauretańskich taksówkarzy czekających na klientów, by móc wrócić do domu. Bez nich się nie ruszą, nie opłaca się. Mogą tak czekać dzień, tydzień. Nigdy niewiadomo. Oni też siedzą i piją oczekując następnego dnia umilając sobie czas gawędząć.

kawusia

kawusia

Sprzedawcy wynajmują pokoje w pobliskich hotelach. Przyjaźni bardzo jegomoście. Masz coś zbędnego, chcesz gotówki, pomóż im i sobie. Wszystko można opchnąć w takich miejscach. Spędzasz z nimi długie dni i zaczynasz poznawać ich marzenia i cele. Jedno się najczęściej powtarza- Europa. Tu jest lepiej niż w Mauretanii czy Senegalu, ale chcę na Stary Kontynent. Zatrzymają się jeszcze przez jakiś czas w tym uroczym mieście i ruszą dalej na północ. Tak jak i ja.

Bazar rozkłada się każdego wieczora. Ja to oglądam i uczestnicze w tym wydarzeniu w sumie przez 3 tygodnie. Policja zawsze znajdzie jakieś niedopatrzenia i każe przesunąć albo usunąć jakieś małe stanowisko, bo akurat stoi na jakimś „niewidocznym” przejściu. Senegalczycy się usuwają, by wrócić za kilka minut. Czasem nic nie sprzedadzą przez kilka dni. Może jutro będzie lepiej. Policjanci zwowu będą się naprzykrzać, a oni robić swoje.

Ocean wolnego czasu

Ocean wolnego czasu

Kawka, śniadanie, ciastko, sok, rybka, drzemka, spacer, mecz i ciągłe pogawędki, a inni muszą zapierdalać by gonić swoje pragnienia. Przejechali już kawał drogi, ale wiele jeszcze przed nimi. Migracja trwa…Też jechałem w stronę Europy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s