Noc 65: Kraków 2.0


Szatan Serduszko v Bubu

Szatan Serduszko v Bubu

Kraków piękny, trochę śmierdzi, a poza tym wszystko po staremu.  I tak trochę jest jak się wraca po pięciu latach do rodzinnego miasta. Wraca się podobnie jak i się opuszczało tę krainę miodem płynącą – nieplanowanie. Wracasz i widzisz niby to samo, ale czujesz, że jest całkiem inaczej. Jedno się nie zmienia. W sobotę wciąż ciągnie się na rynek, ocean wolnego czasu Kraków, Kraków, Kraków… Wyjechał kretyn, a wrócił jeszcze większy imbecyl. Dużo mniej narzekający, jeszcze bardziej uśmiechnięty, słowem dużo mniej Polaka w Polaku.

Birdie

Birdie

Nim jeszcze samolot się porządnie zatrzyma ludzie już napierdalają do wyjścia, zabijają się o walizki, przycinają pasami bezpieczeństwa. Kelnerka samolotowa mówi „siadać kurwa”, ludzie robią swoje. I jak się tu nie uśmiechnąć? Podjeżdżasz lotniskowym autobusem 100 metrów i nie mieścisz się w sali odpraw, a potem drałujesz do pociągu w deszczu, który czasem przyjedzie, czasem nie.

Szaszki

Szaszki

Rynek jeszcze piękniejszy niż zwykle, z jakąś nową mocą. Menele dalej chodzą od ogródka do ogródka prosząc o drobne. Planty wciąż urokliwe i potwornie cuchnące. W Piwnicy pod Baranami banda zgredów i szpanerów. Wieczna pani kelnerka Zwisu. Cebulowa zupa w Szarej. Pięknego Psa przenieśli po raz któryś, otworzyli nowy Trambar, a Kazimierz jak Kazimierz… wole Rynek.

yoo bitches

yoo bitches

To co stanowiło przesyt, na nowo cieszy i raduje jakoś bardziej. Siedzisz sobie w Foliowym ogródku i patrzysz na przechodniów… Odwiedzisz Nową Hutę, wiecznie istniejącą Stylową i osiedle, na którym onegdaj ganiało się z siekierami, wrogie sobie osiedla napierdalały się kamieniami i maczetami. Gdzie z zasady swojego się nie tyka, ale jeżeli wejdziesz na cudzy teren… Teraz jest spokój. Ci sami blokowi bywalcy ławek, już troszkę podstarzali, ale wciąż z piwkiem w rączce przy piaskownicy.

Shuty

Shuty

Instytut Religioznawstwa świętujący swój okrągły jubileusz, przeniesiona Arabistyka i ciągle stojące na swoim miejscu VIII LO.  Czuje się miłość do tego miejsca, choć czasem potrafi trochę przydusić i przytłoczyć swoim smogowym ciężarem. Tłum męczy im bliżej końca tygodniu, choć z drugiej strony dobrze jest sobie w nim posiedzieć, byle tylko znaleźć sobie stolik i obserwować  narastający, wszędobylski chaos.

Dobrze jest wrócić mniej dumnym, mniej ambitnym, czepiającym się i oczekującym. Gdzie wszystko jest nowe; miłość, praca, no i ja. Świat stanął na głowie, niespodziewanie, wszystko się pozmieniało. Lubie niespodzianki. Łaknę zaskoczeń i nie chcę się dusić. Dumny, śmierdzący, magiczny i przereklamowany Kraków…a potem? Polece na Księżyc !!!

Niech mnie ktoś tam zabierze...

Niech mnie ktoś tam zabierze…

Advertisements

2 thoughts on “Noc 65: Kraków 2.0

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s