Noc 70: Żaglowiec


Na reje !!

Na reje !!

Woda, morze, ocean i niczego więcej aż po sam horyzont. Mniejsza fala, większa fala. Raz płyniesz lewym halsem, po kilku godzinach prawym, a od czasu do czasu prosto w kierunku celu. Samotny żaglowiec pośrodku Atlantyku przez kilka tygodni mknie sobie w wyznaczonym kierunku. Wolność i niewola zarazem. Przeogromne poczucie wręcz nieograniczonej przestrzeni oraz skończoność samego statku. Ponad 50 metrów długości, kilkanaście szerokości i 4 tuziny ludzi zamkniętych pod pokładem.

Piękniejszy od Czarnej Perły

Piękniejszy od Czarnej Perły

Dwa tygodnie byczenia się na karaibach, gdzie wszystkiego jest aż nadto, a potem samo nic, piękna pustka i wszechmiar oceanu.  Niczym nie ograniczony, wolny i uśmiechnięty. Płyniesz, płyniesz, a na pokładzie nic się nie zmienia. Raz tylko buja trochę bardziej. Wolność bywa męcząca. Zapierdalasz 24/h, by płynąć w odpowiednim kierunku, nie podziurawić żagli i przypadkiem nie zatopić swojego „domu”. Nie wiesz co się stanie następnego dnia, następnej godziny, jak bardzo zaczniesz nienawidzić ten statek, a zaczniesz każdego kolejnego  świtu coraz bardziej i mocniej. Wychodzisz na pokład o poranku, na popołudniową kawkę, czy przemoczony podczas kilkudniowego sztormu, krajobraz wokół pozostaje ten sam, tak samo monotonnie piękny. Można się poczuć trochę jak Jack Sparrow, wolnym jak wróbelek, choć po jakimś czasie zaczynasz marzyć o lądzie i zwykłych uciechach, których brakuje na pokładzie.

Yo ho !!

Yo ho !!

Masz więcej obowiązków niż czasu wolnego. Sterujesz, naprawiasz, malujesz, modlisz się aby nie wypaść z koji. Na dodatek czasem musisz gotować dla 40 ludzi trzy posilki dziennie, a potem to wszystko jeszcze pozmywać. To raczej niewolnictwo niźli wolność. Będąc zakmniętym z kilkoma tuzinami ludzi w jednym miejscu drobnostki zaczynają drażnić. Ktoś powie o słowo za dużo i możesz dostać w ryj. Brak jest wętyla, wszyscy chcą już lądu, wyjść z tego więzienia, oderwać się. Zobaczyć w końcu ten pierdolony ląd, a nie tylko wodę i więcej wody. Przeklinasz statek i najchętniej byś spierdolił, tylko nie ma gdzie.

Soy capitan

Soy capitan

Stoisz za kołem sterowym i płyniesz, mógłbyś tak wieczność żeglować gdzieś na krańce świata, w pustce i nocości. Można zapomnieć, że się jest na tym bożym padole. Cudowne, mistyczne uczucie znaleźć się po środku niczego, gdzie wszędzie woda, a twoim domem jest kajuta, kambuz, koło sterowe, reje i dziesiątki lin. No chyba, że kapitan cie opierdoli, żeś za bardzo romantyczny i każe ci zapierdalać stawiać żagle…Wolność, niewolnictwo i dyktatura. Nie ma czystej wolności, tylko iluzja, piękna iluzja…i przestrzeń.

Z góry widać Tortugę

Z góry widać Tortugę

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s