Noc 71: Dom wschodzącego słońca


nasze morze

nasze morze

Słoneczny dzionek nad Bałtykiem. Szum morza, gofry, miliony ludzi spacerujących po molo, pyszna, świeża rybka z zamrażalki. Pan sprzedający lody na patyku z przenośniej lodówcki i setki napierdolonych kretynów przechadzających się bulwarem. Zimne piwko i pudełeczko malin. Ty sobie wypoczywasz ogrzewany słoneczkiem, a inni budzą się do życia i już czekają na spotkanie z turystami… Siódma rano wybiła.

kocham te budynki

kocham te budynki

Najdłuższy blok wszechświata z większą ilością mieszkańców niż w niejednym miasteczku. Wszyscy upchani jak sardnynki z trzema głównymi wejściami. Jedna winda, kilkanaście pięter, na każdym z nich korytarz „pod chmórką”, którym podążasz by dotrzeć do odpowiedniego numeru komórki. Zamówisz pizzę i możesz czekać, aż dostawca przebrnie przez nadmorski labirynt, dobrze, żę choć minotaurów brak, ale kto tam wie. Jak trudno się tam dostać, jeszcze trudniej opuścić ów przybytek, korki zaczynają się już na samym starcie.

Kapitan Morgan?

Kapitan Morgan?

Wystarczy, że ktoś wciśnie guzik na 4 piętrze i już ¾ budynku musi czekać, aż ci z dołu zjadą, a potem jeszcze się modlić by winda wyjechała na samą górę, a nie zatrzymała się gdzieś po drodze. Kroczące „głowy”przemieszczają się w kierunku windy. Setki głów i każda z nich chce jak najszybciej wyjść, zjechać windą na partek, do pracy, do centrum Gdańska, na sopockie molo, gdyśki port czy na Hel.

Wszystkich tych mieszkańców spotkasz każdego dnia swojego pobytu w Trójmieście. Jak masz szczęście to nawet kilkakrotnie. Najlepszy wakazyjny biznes, czyli płatny kibel z licznikiem wejść. Co tysięczny klient ma wejście gratis, spróbuj, a może Ci się poszczęści!

trzeba bulić

trzeba bulić

Krzesełko, stolik i bardzo poważna mina. Czasem znudzona suka leży sobie przed wejściem, pod nogami swojej pani. Klienci nadchodzą falami. Przez jakiś czas nie ma nikogo i piesek może spokojnie sobie wypoczywać. Kiedy nagle wpadnie jakaś grupa z za dużą ilością płynów w organizmie, suka usuwa się gdzieś w cień. Licznik wejść zaczyna bić. Jedna osoba 2,5 PLN. Nie ma rozgraniczenia na siku czy kupe. Można wszystko –  luksusy. Korków raczej nie ma, bo kible rozmieszczane są na niemal każdym rogu.

To jest Polska i Tu się pamięta!

To jest Polska i Tu się pamięta!

Wchodzisz do knajpy, a tam nie ma wychodka. Myślisz sobie, ja jebe trzeba będzie wybulić kilka złotych, bo gorąca i chce się zimnego piwka napić. Nic z tych rzeczy, restaurator dba o swojego klienta. Dostaniesz „BON” czyli szary kawałek papieru, wręczasz to strażniczce przybytku. Ona wraca na swoje krzesełko, a ty wchodzisz za darmochę. O kolejny talon musisz specjalnie poprosić, ale zawsze go dostaniesz. Cudny, polski folklor.

Drodzy TRZEJ KRÓLOWIE (prezydencie Gdańska, Gdynii i Sopotu – czy tam jeden o trzech głowach ) i liczni książęta (okoliczne miasteczka) czy was przypadkiem za bardzo nie popierdoliło? Płatne kible? Licznik wejść? Płatne molo? Dobrze, że przynajmniej zbudowaliście te piękne bloki ciągnące się w nieskończoność. Słońce zachodzi…a oni tańczą.

Król FAJFÓW

Król FAJFÓW

Advertisements

One thought on “Noc 71: Dom wschodzącego słońca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s