Noc 73: Belem, czyli Betlejem


Dzisiaj w Betlejem

Dzisiaj w Betlejem

Belem, czyli Betlejem, jedna z wersji bliskowschodniego miasta mieści się w odległym Peru u bram Amazonki. Mniej tam piasku i niechcianego Syna Bożego, ale wciąż bardzo chrześcijańsko,  a w tle podobne konflikty na tle religijnym, walka nowego ze starym.  Tam uciskiwano przyszłych wyznawców, w Ameryce role się troszkę odwróciły. To co łączy te dwa miejsca to schronienie dla tych niechcianych. Ludzie zjeżdżają do peruwiańskiego Belem po lepsze życie i nadzieję. Na obrzeżach stworzyli miejsce urokliwe, urokliwe przynajmniej z mojego punktu widzenia.

Droga do szkoły

Droga do szkoły

Iquitos to największe miasto w peruwiańskiej dżungli. Ludzie przyjeżdżają i ciągle je dobudowują, ulepszają. Nie płacą za ziemie, za prąd, budują sobie drewniane chatki na palach podkradając elektryczność. Tworzą się one na terenach podmokłych. W sezonie deszczowym nie przejdziesz suchą stopą, cały transport odbywa się łodziami.  Budowane są prowizoryczne mostki, ale nie wszędzie można się nimi  dostać. Do sklepu, do miasta, do szkoły płyniemy łodzią. Stworzyło się fenomentalne miasto w mieście, wodna metropolia.

Z lotu ptaka...

Z lotu ptaka…

Syf i piękno. Pływające resztki jedzenia, czasem zwierzęta, odchody wszelkiej maści. Nawet, jeżeli bardzo się chce nie sposób tego nie zauważyć. Widzisz i czujesz, zmysły działają. Mieszkańcy kąpiący siebie i ubrania w amazońskiej wodzie. Wodę nosi się wiadrami, albo gotuje tę, która jest na wyciągnięcie ręki. Belem powoli rozrasta się i tak się ciągnie prawie, że w nieskończoność. Najlepiej widać to z lotu ptaka. Domki unoszące się na powierzchni. Ludzi ciągnie do miasta, bo myślą, że tam będzie im łatwiej. Iluzja znana także w naszych stronach.

Kolorowo...

Kolorowo…

Tam jest pięknie, tam jest barwnie i kolorowo. Miejsce to magiczne, które zostaje w głowie. Moje ukochane Iquitos i przedsmak tego co się kryje w dżungli. Belem dramatycznie chce połączyć się z Iquitos. Dzieli je kilkadziesiąt schodów w górę. Tam są drogi, sklepy, bary, normalność. Tu jest trochę getto, lekko odgrodzone, jakby gorsze i biedniejsze, ale za to inne i pociągające.

Zwykły dzień...

Zwykły dzień…

Z poziomu Iquitos na Belem patrzy się z góry lub z boku. Wsiadasz na drewnianą łódkę i mieszkaniec robi „rundkę” po okolicy. Wiesz, że to może być jego jedyne źródło zarobku, chcesz pomóc, ale chyba bardziej chcesz zobaczyć to cudo z każdej możliwie strony. Moje pełne nierówności i symbolu Betlejem znajduje się nie na bliskim wschodzie, a właśnie tu, u bram Amazonii. Cudowne miejsce, cały czas je widzę w swojej głowie…

Reklamy

2 thoughts on “Noc 73: Belem, czyli Betlejem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s