Noc 76: IRAN


Piękny Husajn

Piękny Husajn

Chcesz jechać na wakacje do Iranu? Dzwonisz do Ambasady, wypełniasz papiery, przelewasz kase i po sprawie. Można załatwiać już bilety, pakować do plecaka Szahname i rozmyślać o pistacjach, haszaszynach, Persepolis, morzu Kaspijskim, pięknych portretach Husajna, czy podziemnym życiu w Teheranie.

Persja

Persja

Wykręcasz 22 i numer do Ambasady… i nic. Tak przez miesiąc. Dalej jednak chcesz jechać. Czytasz, szukasz, dowiadujesz się, że ponoć w Turcji najłatwiej można załatwić przepustkę do Persji. Pakujesz się więc i jedziesz do Stambułu. Tam mówią Ci, byś aplikował przez stronę ministerstwa spraw zagranicznych. Super, szkoda, że ta strona odkąd powstała, nigdy chyba nie była sprawna, no ale pracownicy Ambasady przekierowywali wszystkich aplikujących do nieistniejącej witryny internetowej. A ponoć miało być prosto w Turcji, no i lipa.

mniam, mniam

mniam, mniam

Trabzon. Tam ponoć wszyscy wnioskujący opuszczają konsulat z uśmiechem na licu. Do trzech razy sztuka. Warszawa-Stambuł-Trabzon. Znajomy Turek dzwoni do konsulatu, wypytuje o szczegóły. Sprawa wydaje się być przesądzona. Jedziesz, składasz wniosek, pładzisz kilkadziesiąt dolarów, następnego dnia masz wizę… jak Bóg da: ) Teraz to już musi się udać. Już prawie widzę Persepolis i morze postacji.

Persepolis

Persepolis

Kupujesz bilet i jedziesz na dworzec autobusowy na obrzeżach 20 milionowego molocha, czując jakby jechało się całą wieczność po wymarłych, podniszczonych terenach. Autobusy czekają, pełno ludzi, dziwnie, ale jakoś przyjaźnie i rodzinnie. Zapierdzielasz przez połowe kraju, w odpowiednią stronę, ku Iranowi i spełnieniu marzeń.

ON

ON

Następnego ranka zrywasz się na równe nogi, nawet nie chce ci się jeść. Idziesz. Kilka ludzi stoi już pod konsulatem. Siadasz ze strażnikiem. Popijasz sobie herbatkę w oczekiwaniu na otwarcie wrót. Jesteś już o krok. Wszyscy wchodzą i pan pracownik oznajmia, że maszyna do wiz jakoś dzisiaj nie działa. O żesz ja pierdole, co kurwa?? Mówią, żebyśmy pojechali sobie do Erzurum, tam dostaniemy na 100%. Szkoda, że dwoje Japończyków własnie z tamtego konsulatu przyjechało do Trabzonu, powiedziano im, że tu wize dostaną bankowo. Wczoraj maszyna działała( co to wogóle jest maszyna do wiz?) ale dziś już nie. Robi się nerwowo. Wychodzi konsul i mówi żebyśmy wyszli. Nie ma wiz i już. Będą może jutro, może za tydzień. Bóg jeden wie kiedy. Jedni wyjeżdzają inni czekają, pojawia się plotka, że w Tibilisi można dostać. Ja mam dość.

Wiadomo...

Wiadomo…

Następnego dnia kupilem bilet do Bangkoku, nie chciałem  już widzieć Irańczyków na oczy. Nie chcieli dać wizy, niech spadają. Próbowałem jeszcze przez chwilę w stolicy Tajlandii, kiedy jednach w kolejnej ambasadzie usłyszałem, bym aplikował przez stronę internetową to zająłem się podziwianiem Azji południowo-wschodniej.

Do miliona razy sztuka

Do miliona razy sztuka

Po czterech latach dostałem wizę. Zmienił się prezydent, sytuacja polityczna i klimat wokół tego kraju. Proces trwał miesiąc, zapłaciło się ok 100 Euro, no i można lecieć do Teheranu. Żadnych problemów tym razem. Iran 2015. Będzie pięknie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s