Noc 81: Koegzystencja


koegzystencja1

Lecimy z biurem podróży Wezyr na wakacje, na południe Europy, do Giblartaru, tam gdzie kończy się Stary Kontynent i widać już kontur Afryki na horyzoncie. Słońce świeci pijesz pyszną kawę czy herbatę z cukrem z porcelanowej filiżanki, a gdzieś z boku przy telewizji w hotelowym holu zebrała się gromadka dzieci oglądając przygody disnejowskiego Aladyna. Jakiś Admirał zatacza się, bo chyba wybił o jednego za dużo po zejściu na ląd… O właśnie przyszedł zamówiony przez Ciebie tależ pożywnej zupki z owocami morza.

koegzystencja2

Wezyr to biuro podróży znane w całym kraju. Wchodzisz do salonu i kupujesz wycieczkę. Wezyr to także funkcja państwowa w średniowiecznych imperiach muzułmańskich, coś w rodzaju „prawej ręki” władcy. Wezyrowie uzyskiwali wielką władzę za czasów dynastii Abbadysów (czyli Bliski Wschód, Islam, itp.). Więc jedziemy z Wezyrem na wakacje do Giblartaru.

Giblartar, dziwny twór należący do Wielkiej Brytanii. Niby Europa, a jednak „Wyspy” z wszędzie szwędającymi się małpami.  Giblartar , czyli Dżabal Tariq, a po naszemu Góra Tariqa. O co chodzi? Ummajadzi, a raczej afrykańscy niewolnicy z północy przepłynęli przez cieśninę na czele z Tarikiem i zaczęli podbój tej części Europy. Jedny zabijali drugich, tamci się mścili.  Tak oto do Europy zawitała cywilizacja przez duże „C”. Budowano kanalizację, miasta zaczęły być oświetlane, szkolnictwo i kultura kwitła. Ciemna Europa nabierała kolorów pod panowaniem dynasti Ummajadów. Andaluzja (al-andalus) przez jakiś czas stała się najwspanialszym miejscem do życia dla trzech głównych religii monoteistycznych. Kościoły zmieniały się w meczety, pożniej proces się odwrócił, ale sami władcy chrześcijańscy przyznawali, że niszczenie pięknej architektury to coś smutnego i haniebnego, przykładem może być przepiękny meczet/kościół w Kordobie. Świat harmonii  i współpracy powoli upadał.

koegzystencja3

Pyszna, czarna i świeżo mielona kawa, czyli „kaqua”. Aromatyczna herbatka, czyli „czaj”. Cukier dla osłody, czyli „sukkar”. Te napoje, bez których raczej ciężko jest sobie wyobrazić nasze codzienne życie. A jak i w czym je pijemy? W filiżance, czyli w „findżan”. Potęga języka. Mamy też disnejowskiego Aladyna, czyli Ala ad-Dina, no i gdzieś tam sobie fruwającego dżinna. Zupę można siorbać, choć nie zawsze jest to wskazane, słowo „siorbanie” także ma swoje konotacje z kulturami poza naszego kręgu. Został jeszcze zataczający się od alkoholu pewien pan admirał… przykłady można mnożyć w nieskończoność

Kebab od syryjczyka (ISIS) na kazimierzu (szwajcarskie banki) w Krakowie (moherowe berety) też jest pyszny. Czemu więc nazywać imigrantów ciemnym i niebezpiecznym ludem? Oni już tu są od wieków. Żyjemy w świecie, gdzie kultura miesza się na każdym kroku, a my nawet sobie z tego sprawy nie zdajemy.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s