Noc 95: Sindbad Żeglarz


FC 1

Białych plam na mapie świata jest coraz mniej. Sindbadem wypływającym na nieznane wody z portu Basrze już raczej nie zostaniemy. Ciężko będzie przybić do nowych portów i odwiedzić obce królestwa, poznawać nowe kultury, zwyczaje, zawierać sojusze czy rozpocząć wymianę handlową. Walecznym, trochę pachnącym rumem piratem cumującym w porcie Tortuga hojnie wydającym zagrabione skarby raczej ciężko będzie nam zostać (chyba, że w pobliży wybrzeża somalijskiego, ale to już inne statki i szable). Co nam pozostaje? Cieszenie się bielą żagli, wiatrem od rufy, brakiem lądu na horyzoncie i wspaniałym przeświadczeniem, że jest się wolnym.

FC 2

Do legendarnej Tortugi trochę daleko, ale zejście na ląd na Martynice, Świętej Łucji, Dominice, czy St. Maarten też działa na wyobraźnie. Cudne krajobrazy, krystalicznie czysta woda, mini-dżungle, ludzie z zupełnie innym nastawieniem do świata i siebie nawzajem. Tam jeżeli chcesz się przeprowadzić z jednego krańca wyspy na drugi, nie zamawiasz firmy przeprowadzkowej tylko pożyczasz samochód wyposażony w przyczepę i zwyczajnie przewozisz cały dom ( i to nie jest bajka). Zawsze schodzi się na ląd z radością, by zobaczyć nowe i fascynujące, ale też uśmiecha się na myśl, że wypływasz gdzieś poza horyzont, tam gdzie nie ma nic, tylko woda, wiatr, żagle, gąszcz szotów i piękne gwieździste niebo.

Płyniesz godzinami, dniami, tygodniami i nic się nie zmienia. Monotonny krajobraz, fale raz mniejsze raz większe i wszechogarniające uczucie braku jakichkolwiek ograniczeń. Pełna wolność i pustka, uczucie trochę podobne jakie się ma podczas przemierzania Sahary i spania pod gołym niebem. Tylko Ty, koło sterowe i przestrzeń. Uśmiechasz się sam do siebie, cieszysz się każdym podmuchem, kolejną przepłyniętą milą, czy ciepłym posiłkiem i kubkiem kawy dającym siły na kolejną bezsenną noc na pokładzie pięknego żaglowca. Wydaje się, że stan euforii mógłby trwać i trwać, ale wkońcu mija.

fc 3

Wolność zaczyna męczyć, monotonia drażni i chce się czegoś innego. Zaczynasz mażyć o stałym lądzie. Obliczasz ile jeszcze mil zostało, każdego dnia nerwowo wypatrujesz horyzontu i zarysu ziemi, zabudowań. A jak już ujżysz na własne oczy to zaczynasz płakać i cieszyć się jakby było to coś nadzwyczajnego. Myślami jesz coś wspaniałego, pijesz zimne piwo i chodzisz po prostej, nie chwiejącej się powierzchni. Masz dość okropnej łajny i chcesz gdzieś na chwile zakotwiczyć.

Historia znowu się powtarza, trzeba coś zmienić, postawić żagle i popłynąć dalej, bo ląd już męczy i ciągnie Cię dalej. Yo ho i znowu płyniemy poza horyzont… a Małe Antyle znów pojawiają się na kursie po prawie 15 latach. Zejście na Gwadelupę z ukochaną nastąpi 12.11.2016.

Reklamy

One thought on “Noc 95: Sindbad Żeglarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s