Noc 108: Ignorantia legis non excusat-vol2


3

Ludzie kłębią się wokół wielopiętrowego budynku. Wejścia chroni dwóch uzbrojonych w wielkie karabiny funkcjonariuszy. Stoją poważnie na swoich stanowiskach instruując wchodzących, podobnie jak na lotniskach, by wyłożyli na taśmę wszystkie metalowe, elektroniczne i Bóg wie jakie jeszcze urządzenia. Przechodzisz przez maszynę skanującą. Pewien poważny Pan pyta czy może nam jakoś pomóc, lekko zdziwiony naszą obecnością na komendzie. Idziesz jakimiś obdrapanymi korytarzami, mijasz siedzących, stojących Marokańczyków przed dziesiątkami drzwi czekających na swoją kolejkę, załatwiających swoje niezrozumiałe sprawy w gigantycznym budynku.

5

Jest jak na targu (choć barwy raczej ciemne i szare), gwarno, pełno, czasem nerwowo. Ludzie się przepychają, walczą o swoje by jak najwięcej zyskać lub nie stracić za dużo. Możesz czekać kilka chwil, zdarza się, że bywasz odsyłany i przechodzisz kontrole przy wejściu przez kilka kolejnych poranków czekając wieki na swoją kolejkę na nieskończenie długich korytarzach głównego gmachu policji. Ławek na korytarzach nie ma zbyt wiele, ludzie tłoczą się przy odpowiednich drzwiach tamując ruch pozostałym petentom. Samo przemieszczanie się jest wyczerpujące, a co dopiero odnalezienie właściwego pokoju nie mówiąc już o załatwieniu sprawy z urzędnikami.

6

Matki z płaczącymi dziećmi, panowie w przydługich starych i wytartych garniturach i inni obywatele, których raczej nie skierowano tu za niewinność. Ciemno, ponuro i duszno. Mało zachęcające miejsce do odwiedzin o poranku i to bez śniadania. Pan, który nas prowadzi dokładnie wie, gdzie ma iść i z kim rozmawiać. Kolejka do naszego pokoju jest dość długa, miejscowi podejrzliwie łypią na „białych”. Turysta nie czeka, wchodzi bez kolejki, a raczej ryje się przez zatłoczone przejście napotykając dookoła wzrok ludzi, którzy chętnie by Ci coś niemiłego zrobili. Zadymione pomieszczenie. Starzy opaśli oficerowie z wąsami i panie policjantki usiłujące pisać coś na maszynach przez gryzący dym tanich szlugów. Składamy zeznania, chcemy dać łapówkę, ale grubas się obruszył i mówi, że tak nie wolno. Co chwila ktoś z zewnątrz chce się wepchać do środka poza kolejnością. Cała procedura się wydłuża, robi się nerwowo, w końcu jednak pan oficer wystawia oficjalny mandat. Mówi, że musimy zapłacić, a potem podaje adres złomowiska, gdzie wszystkie samochody zwinięte z ulicy czekają na swoich właścicieli. Płacisz albo Ci samochodu nie oddamy. Kłócić się nie warto.

7

Jedziemy gdzieś poza miasto. „Przechowalnia” wygląda jak twierdza. Taksówkarz instruuje, że trzeba dzwonić, stukać nim kulawy stróż otworzy wrota. Pojazdy stoją tam od dekad. Pordzewiałe, bez silników, foteli i czegokolwiek wartościowego. Stoi i nasza Dacia Logan, cała i zdrowa, lśniąca perełka i otaczające ją badziewie po które nikt już nigdy nie będzie się fatygował. Doglądamy samochodu i chcemy wyjeżdżać. Kulawemu też trzeba coś odpalić, by Cię wypuścił ze złomowiska. Wracamy do Ouidy i od razu szukamy płatnego parkingu. Nie ufając już podejrzanym chłopcom o wyglądzie rzezimieszków wskazującym idealne miejsce do zaparkowania znajdujemy parking – własność dwóch starszych bardzo sympatycznych panów. Płacimy za kilka dni z góry. Samochodzik jest bezpieczny i prawidłowo zaparkowany, a my możemy zjeść śniadanie i napić się kawy.

8

Advertisements

One thought on “Noc 108: Ignorantia legis non excusat-vol2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s