Noc 109: Męczennicy za wiarę

394929_10200490828102536_119861952_n

Kiedy po długich i męczących naukach kilka lat wcześniej zdołałem przekonać tubylców, że na świecie jest jeden i tylko jeden Bóg w trzech osobach, że Matka Boska wprawdzie nie należy do Trójcy, bo była kobietą z krwi i kości, ale została wniebowzięta przez Boga Ojca, że opłatek zmienia się podczas mszy w Chrystusa, który nas zbawił, zaprosiłem samego biskupa[…] Następnie zwróciłem się do tubylców: „ Jego świątobliwość biskup chciałby usłyszeć od każdego z was, ilu mamy bogów?” Ale zamiast odpowiedzi usłyszałem, jak trzech sędziwych Indian zaczęło się nad czymś naradzać[…] Najstarszy mężczyzna z włosami białymi jak obłok odrzekł:” Nie jesteśmy co do tego zgodni, padre. Don Valerio twierdzi, że nie mamy już żadnego boga, bo wszyscy go zjedli podczas mszy. Don Venustiano natomiast uważa, że skoro zjedliśmy Przenajświętszą Trójcę, a Maria nie należała do Trójcy, to została Maria. Ja z kolei jestem zdania, że zjedliśmy tylko Chrystusa, a więc został Bóg Ojciec, Duch Święty, czyli Przenajświętsza Dwójca i Maria”.

Czytaj dalej

Noc 108: Ignorantia legis non excusat-vol2

3

Ludzie kłębią się wokół wielopiętrowego budynku. Wejścia chroni dwóch uzbrojonych w wielkie karabiny funkcjonariuszy. Stoją poważnie na swoich stanowiskach instruując wchodzących, podobnie jak na lotniskach, by wyłożyli na taśmę wszystkie metalowe, elektroniczne i Bóg wie jakie jeszcze urządzenia. Przechodzisz przez maszynę skanującą. Pewien poważny Pan pyta czy może nam jakoś pomóc, lekko zdziwiony naszą obecnością na komendzie. Idziesz jakimiś obdrapanymi korytarzami, mijasz siedzących, stojących Marokańczyków przed dziesiątkami drzwi czekających na swoją kolejkę, załatwiających swoje niezrozumiałe sprawy w gigantycznym budynku.

Czytaj dalej

Noc 107: Ignorantia legis non excusat-vol1

2

Pędzisz  piękną i błyszcząca Dacią Logan do odległej Ouajdy. Mijasz kolejnych policjantów wyglądających jak Szturmowcy na planecie Hoth i masz nadzieje, że tym razem  Cię nie zatrzymają do rutynowej kontroli. Marokańscy stróże prawa, to bardzo mili jegomoście, ale jak się rozgadają, niedaj boże zaproszą do budki na herbatkę to godzinka, dwie wyrwane z dnia. Tym razem jednak spieszyło się nam by dojechać do miasta o rozsądnej porze więc brak burszynowego trunku nas zbytnio nie zmartwił. Dojeżdzamy na miejsce, znajdujemy jako takie miejsce dla naszej maszyny. Obiecujemy sobie, że jutro poszukamy czegoś  lepiej zlokalizowanego i  bardziej bezpiecznego. Taki samochód w tym kraju to niemal limuzyna, a o limuzynę trzeba dbać i mieć ją na oku w kraju szemranych ludzi i lokalnych rzeźimieszków.

Czytaj dalej

Noc 106: Żyj jak lokals – w drodze do pracy

12072581_10208340183771522_8333297484579162375_n

Filiżanka wyśmienitej brazylijskiej lub wietnamskiej kawy o poranku. Pakujesz mandżur i wychodzisz z domu.

Przystanek linii numer 178 na krańcach królewskiego miasta. Drugi kwadrans po siódmej. Wiesz, że lada moment nadjedzie przegubowy Solaris. Jest super zimno, dwie minuty na smogowym, mroźnym powietrzu robi swoje. Chcesz tylko, by autokar nadjechał, by kierowca otworzył drzwi. Wiesz, że tam jest ciepło i będzie można się ogrzać. Przystanek początkowy, miejsce na pewno się znajdzie. Ciepło, jesteś w tropikach. Czujesz się jak na rajskiej plaży. Jedziesz do pracy, by spragnionym słońca ludziom sprzedawać marzenia. Ty się grzejesz w autobusie, oni gdzieś na Boracayu.

Czytaj dalej

Noc 105: Halab

meczet-aleppo

Wjeżdzasz na dworzec autokarowy największego miasta w kraju. Ukrop. Jest ze 40 stopni, zero cienia i stare rozlatujące się taksówki chcącie Cię podwieźć gdzie tylko chcesz. Tyle tylko, że ty nie masz pojęcia, gdzie jechać. Mapa została gdzieś na dnie plecaka i jakoś nie chce się jej wyciągać. Mówisz, że chcesz do Mediny, a później się zobaczy. Płacisz, żegnasz się, wychodzisz. Setki śmijających automobilów, przechodzisz na drugą stronę czteropasmówki. Wyciągasz mapę miasta.

Czytaj dalej

Noc 103: To (nie) jest kraj dla starych ludzi

p1000640

Samolot pełen w podeszłym wieku jegomości. Opaleni, uśmiechnięci. Inni jeszcze bladzi, ale już w drodze do krainy słońca, pięknych plaż, fantastycznego jedzenia i beztroski. Sielankowy klimat i swoiskość przyciągają francuskich emerytów na tę wyspę. Łatwy bezpośredni dostęp, wyjazd bez konieczności posiadania paszportu. Idealne miejsce na ostatnie lata swojego życia. Witamy na pokładzie lotu do Point a Pitre. Czas na powolne umieranie w raju.

Czytaj dalej